Światło w nocy.

Swiatło nocą

Wladimir Szczerbinin

Książka «Сердце сокрушенно», wydana przez Сретенского монатсыря, — szczera opowieść czlowieka o własnym losie i o poznawaniu prawdy życia wiecznego na drodze wiary . Książka o nabyciu czlowiekiem przedwiecznej natury przez skruche i oddaność drodze wskazanej Zbawicielem.

***

Свято - Троицкая церковь. Фото: portal.pskovlib.ru

Свято – Троицкая церковь. Фото: portal.pskovlib.ru    

Pewnego dnia , ojcze Roman zadzownił do mnie w Великие Луки, i zaprosił do wsi Rodowoje, gdzie w tym czasie służył . Старый псаломщик zmarł i jego trzeba było zastąpić.

POjechałem bez zastanawiania się. W Великих Луках dobrze , ale tłum i niepokój. A dusza dotknięta błagodacią – szuka ciszy i samotności .

А душа, вкусившая от благодати, ищет одиночества и тишины

Babcie wielkolukskie zegnali mnie ze łazami w oczach. Mówili by wracał jak by coś . Ale wiedziałem napewno iż tąstacje mój pociąg już minął . Jakiś potężny głos wółał mnie do nowych podróży i ja nie sprzeciwiałem się jemu .

Wieś Rodowoje- posiadłość była rodziny Niekliudowych. Po rewolucji większa czesć odeszła do Łotwy, dla tego wladza radziecka tu objawila się tylko przed wojną .

Miejsce było cudowne- z barskim domem w parku ( tam teraz sierotiniec) , aleje lipowe , mało rzeczką iświętym żródelkiem do którego my chodzili ok 3 km po wodę .

Przed rewolucją tu była cerkiew z kamnienna Iljinskaja , znajdowała się w częsci wsi która została w radzieckiej części . W latach 20ch komsomolcy jego rozwalili, a w tym samym czasie na brzegu łotewskim szybko zbudowano nasza drewniana Troicka cerkiew która jest i dzisiaj .

Ale teraz o tym iż ja znałazlem ziemie obiecaną. Choczaż by na czas .

Poprzednie baciuszki nie dawali mi wolnego czasu ( i dobrze) pracowałem non stop. A tu litugria raz w tygodniu, reszta czasu moja! !

Усадьба помещика С.М. Неклюдова. Фото: www.outdoors.ru/ Leonid 2008

Усадьба помещика С.М. Неклюдова. Фото: www.outdoors.ru/ Leonid 2008    

O.Roman nie ograniczał mojej wolności. On na swojej polowie domu pisał wierszy i piesni że by wieczoremmi ich zaśpiewać . Tam byli napisane najliepsze moim zdaniem pieśni .

А ja pisałem ikony i czytałem Psałtyr i ojcew świętych , lub wychodziłem daleko w pola, ogłądając zachody słońca i słuchałem ptasze chóry .

Czasami o. Roman wyjezdzał na tydzień, i zostawałem sam. Tylko 2 razy w dzień rano i wieczorem sąsiedzi przeprowadzali pod oknami krów na pastwiśko i z porotem. I więcej nikogo . Przy tym nie było nudy i tesknienia, ni nostalgii, tylko święto samotności. Nigdy więcej nie przeżywałem takich dziwnych stanów duszy .

Szkoda …

* * *

O ile w parafii w Wielkich Lukach „rządzili” kobiety , w cerkwi rodowskiej rządzili męszczyżni. Tak wyszło iż bezbożną władze onie napotkali już w wieku dorosłym i nie zmienili wiary, a wierzyli głęboko i szczerze.

Opowiem o dwóch rabach Bożych .

Aleksandra przy życiu nie zostałem, on był psalomszczykiem przede mną. Wszyscy przypominali sobie jego niecodzienną dobrotę i skruche . On nigdy nie mówił głośnie, i nie mówił o udziach zlego . Czasami któś sypał argumentami i faktami o kimś ze by udowodnić swoją niegatywną opinię . Aleksandr zaprzeczał : «Nawet jeżeli to prawda, ja nie wierzę . On i tak-dobry człowiek!»

Historia jego życia tragiczna. Dwójga dzieci bez opieki grali się z myśliwą strelbą, i starsza córka przypadkowo strzelila do 6 letniego brata i ten zmarł . Po czym straciła rozum i w ieku 16 lat powiesiła się .

Ale Aleksandr nie padł duchiem , nie zaczął pić. Cały czas nocą w jego oknie było swiatło- on modlił się .

Czasami zimą o. Roman przychodził do cerkwi kolo 5 rano, że by popalić w piecu przed liturgią, a Aleksandr zakutany w cieplą chustkę już deptał sie kolo cerkwi. I sądząc po głebokości wydeptanej ściezki chodził długo może przez całą noc .

On odsyłał baciuszkę odpoczywać , zapłał łampadki przed ikonami Spasa i Bogorodzicy, rozpaliał w piecu i siedział milcząc do samej liturgii .

Kiedyś do DNia Zwyczeństwa jego jak uczęstniczącego w wojnie zaprosili przyjść w miejscowy kłub ze zrobić foto koło jakieś expozycji. On jako człowiek pokorny przyszedł, ale nie w mundurze a watniku i czobotach. Naczelnik odesłął jego do domu przebrać się w marynarkę , a kiedy Aleksandr wrócił byli zaskoczeni bo na jego marynarce brakowało miejśca dla orderow i maedali . Wiedzieli że był na wojnie, ale że ma tylie nagród nikt nie wiedział .

А on był prawdziwym bochaterem.

Zmarł on cicho , nie niepokojąc nikogo .

PO każdej słuzbie w każdą pogodę my z piewczymi szli na grób Aleksandra. Poprostu stali i milczali. Było spokojnie i dobrze .

Tak samo dobrze mi było kiedy odwiedzaliś my grób o. Серафима Тяпочкина w Rakitnom lub kiedy z o.Zenonem służyli w jaskiniach przed grobami pieczorskich starców. Takie poczycie nie da się opisać ale to nie było tęsknienie lub coś podobnego ….

* * *

Piotrowi synu Fedora wtedy było Петру Федоровичу тогда было 97 lat, spiewał barytonem w naszym cerkiewnym chorze. Współgłoski wymawiać nie nadążał , a głoski spiewał precyzyjnie bez falszu .

Dawno temu produkował beczki, ale wiele lat już nie robił nic. Kiedy przychodzili do jego haty zawsze czytał Psałtyr koło pieca zawsze w tym samym miejsiu .

„Co czytasz?”- pytał o. Roman .

« 118j psałom ojcze ! (czytany na pogrzebie) — i odsłaniając firankę pokazywał ciemną od czasu trumnę i chwalił się : — Ja go sam zrobiłem ze 25 lat temu, dobry z dębu. Ale Bóg mi śmierci nie daja !»

On uważał że to przez grzechy młodości . Była u niego pierwsz żona nie sympatyczna z wygłądu , ale dobra i wierząca. Ale po wojnie jego bies popytał i porzucił zone dla komsomołki bezbożnej i pijacej . Ona go biła za to że chodził do cerkwi . Był zmuszony nawet na Wielkanoc chodzić w tajemnicy . Męczył się ale nie zostawił drugiej żony do samej śmierci .

Piotr wiedział iz była żona mieszka w sąsiedniej wsi, i czasami chciał pójść i poprosić o wybaczenie. Może wtedy Bóg da jemy długo oczekiwną śmierć . Kiedy w niemocy nie mógłl pojść na wsienoszną – prosił by sąsiad jego zawiozł na wózku do nawozów .

A jak na spowiedzi spowiadał się! Płakał tak iż cerkiew drżała. Nawet babci z choru w tym czasie tylko ocierali łzy .

Cerkiew dla niego była jedynym sensem życia. Starał się być na każdej służbie mimo tego iz mieszkał daleko .
Kiedy w niemocy nie mógłl pojść na wsienoszną – prosił by sąsiad jego zawiozł na wózku do nawozów .

Jednego razu przyszedł do cerkwi z czarną twarzą. Myślieliśmy iż wdomu piec rozpaliał i popiołem zabrudził się. Ale po służbie zobaczyli ze on probuje rozpalić kawałek opony przywiązany do poschu. Widząc nasze zdziwienie , uśmiechnuł się z winą :

«Ciemno, drogi nie widać, latarka pospuła się . obawiam się że strace drogę , padne w zamieć i więcej nie podniose się ».

My z o. Romanem zaoferowali zaprowadzić jego do domu, ale zmachał rękami :

«Nie , nie – ja sam jakoś dojdę !»

Pomogliś my zapalić samodzilny fakel i on z błagosłowieniem poszedł do domu.

U mnie przed oczami ten obraz : noc , zima i mała figurka prawie 100-letniego starca z plącym swiatelkiem w ciemności …

Владимир Щербинин

17 декабря 2016 г.